Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział drugi. "Dziś prezentujemy państwu uśmiech pod tytułem...!"
...tymczasem Rosalienne weszła do zamku przez główny hall. Nikogo nie napotkała, więc zdała się na swoją intuicję. Takie gabinety nie mogą być ukryte w jakimś kącie, bo pierwszoroczniaki muszą je znaleźć. "Kurde. Porównałam się do cholernego pierwszoroczniaka!" Dziewczyna westchnęła ciężko. Postanowiła udać się wyżej, może tam kogoś znajdzie i poprosi go o pomoc. Właśnie w momenie, gdy wchodziła po schodach na jej drodzę stanęła wysoka, wyprostowana kobieta o surowych rysach. Nie była stara, na oko mniejwięcej 30 lat.
-Witam. Pani to zapewne Rosalienne Sordi?-zapytała się równie surowo jak wskazywał na to jej wygląd. Rosie odrazu poczuła się winna, jakby zrobiła coś, czego nie może. Zrównała się z nauczycielką by ta nie patrzyła na nią z góry.
-Owszem, to moję imię. A pani to...?-spytała chłodno.
-Jestem profesor McGonagall. Od dziś będziesz pod moją opieką.-Rosalienne uśmiechnęła się najprzyjaźniej jak potrafiła. Póki co niebyło jeszcze chłodu, którego nie rozgrzałby ten promienny uśmiech, ukazujący rząd równych, białych ząbków.
-Miło mi panią poznać, pani profesor.-tym razem jej głos był uprzejmy i grzeczny-Kuzynka powiedziała, żebym się z panią skontaktowała po przyjściu tutaj-tą rzekomą "kuzynką" była Judy. Umówiliśmy się, że jestem pod opieką kuzynki, bo rodzice zmarli w wypadku samochodowym. Proste, neutralne. Każdemu mogło się zdarzyć.
-Tak, to prawda. Proszę za mną... Nie będę cię teraz oprowadzać po szkole. Zamiast mnie zrobią to gryfoni. Pokażę ci jedynie gdzie jest nasz pokój wspólny i dormitoria. Nie wolno ci wchodzić do Zakazanego Lasu ani błąkać się po korytarzu w nocy. Jutro rano dam ci plan twoich zajęć. Rozumiem, że wszystkie potrzebne podręczniki już zakupiłaś?
-Tak, tak... O której jest zamykana biblioteka?
-Wszystkiego dowierz się od swoich przyjaciół. Proszę, to tutaj-po pewnym czasie kluczenia po korytarzach i przemieszczania się na Ruchomych Schodach dotarliśmy na piętro domu Gryffindoru. Staliśmy właśnie przed portretem jakiejś grubej damy. Jak na moje oko: obraz-kicz.
-Hasło proszę...-rzekła dama napuszonym głosem godnym jakiejś cholernej arystokracji.
-Pumpernikiel-Gruba Dama skinęła głową i otworzyła dziurę w ścianię prowadzącą do pokoju wspólnego. A owe pomieszczenie wyglądało dość zwyczjanie jak na brytyjski gust. Znając ich możliwości mogło to być jakieś potworne miejsce z plastikowym żyrandolem albo czymś w tym rodzaju. Jednak na pierwszy rzuk oka wyglądało przytulnie... Wielki kominek z wesoło trzeszczącym ogniem, dużo kanap, sof, foteli i puf (swoją drogą, czemu te części umeblowania mają taką dziwną nazwę? Pufa... to brzmi bardziej jak coś słodkiego niż miękki taboret). Uczniowe w różnym wieku i płci siedzieli rozluźnieni wszędzie gdzie się dało. Starsi, rzecz jasna, mieli najlepsze miejscówki zaraz przy wielkim, kamiennym kominku. Panował taki gwar i harmider, że nikt nawet nie zauważył naszego wejści. Profesor klasnęła parę razy i ludzie natychmiast się uspokoili. Widać było, że albo czuli do niej duży szacunek, albo najzwyczajniej w świecie bali się jej. Rosie czuła, że ciekawski wzrok wszystkich był skupiony na niej. Nie ma co się dziwić. Po pierwsze, była nowością w tym miejscu. Po drugie szpilki, obcisły płasz odkrywający kolana i sporą część dekoltu napewno przyciągnął uwagę męskiej części gryfonów.
-Drodzy, to jest nasza nowa uczennica. Nic nie wie na temat Hogwartu, więc liczę na waszą pomoc w tym względzie. Myślę, że ona sama wam wyjaśni jak tu trafiła. Proszę, przedstaw się wszystkim.
"Cholera, tylko tego brakowało" pomyślała nastolatka, która swoim nastoletnim stylem, czuła rumieńce na policzkach. Przy tak jasen cerze było to bardzo widoczne "Teraz wszyscy się dowiedzą, że jestem wstydliwą jąkałą. Wpierw jednak pozbędę się nauczycielki"
-Oczywiście. Myślę, że już sobie poradzę. I dziękuję pani za pomoc-uśmiechnęła się życzliwie w duchu modląc się, żeby kobieta połknęła haczyk
-Rozumiem. Zobaczymi się na kolacji.-skinęła głową reszcie uczniów i zniknęła w dziurze za portretem. Rosie odetchnęła z ulgą i teraz zwróciła się do gryfonów. Tym razem użyła uśmiechu pt."Zaurocz wszystkich swoim pięknem". Wzięła jeszcze jeden głęboki wdech. Będzie, co ma być.
-Hej wszystkim. No więc... ten... Ogólnie to jestem Rosalienne Sordi, ale mówcie mi Rosie. To mniej oficjalne. Zresztą ja sama też używam tylko Rosie, bo pisanie tak mega długiego imienia jest beznadziejne-uśmiechnęła się delikatnie a po pokoju rozlegly się ciche chihoty. Tak! Załapali!-Emm... Skąd jestem and all that stuff? Z Europy. Mieskzlam w tylu krajach, i jestem tak z nimi związana, że naprawdę wolę mówić, e jestem z Europy. I to chyba tyle... Ach! No i mam piętnaście lat, więc gdyby ktoś z piątej klasy mógł mi wskazać gdzie odłożyć te bagaże?-to mówiąc lekko uniosła zdrętwiałe ręce, w których ciągle trzymała walizki. Nagle ku niej ruszył tłum ludzi mniejwięcej w jej wieku. Wśród ogółu wypatrzyłam paru przystojniaków. Jednego z nich rozpoznałam z albumu. Sprawdziłam go, bo był z rodu Blacków. Ma młodszego brata w Slytherinie, kumpluje się z Jamesem, Peterem i Lupinem. Często sprawiał problemy, znany podrywacz. "Co
Black robi w Gryffindorze?! Przecież ich rodzina to zmora Organizacji. Śmieci i plugastwo. Szlam wśród czarodziejów. Tak, Jack miał racje. Śmierciożercy wychodzą nawet od gryfonów" takie myśli tłoczyły się w głowie Rosie gdy ludzie zaczęli ją otaczać ze wszystkich stron. Czuła, że zaraz straci przytomność, gdy nagle uratowała ją ta dziewczyna, która podeszła jako pierwsza.
-Jestem Tracy. Zostawcie ją wreszcie!-wrzasnęła i tłum wokół Rosalienne trochę ustąpił-Chodź, zaprowadzę cię do naszego dormitorium.
Pociągnęła ją za rękę, w której jednak miała ciężką walizkę. Nagle znalazł się przy niej chłoapk, którego rozpoznała jako Remusa Lupina, kumpla obrzydliwego Blacka.
-Pozwól, że ci pomogę. Nie powinaś targać takich ciężkich rzeczy-
wziął od niej bagaże i wbiegł pierwszy po schodach. Za nim poszła Tracy, poźniej Rosie a za nią jeszcze jakieś piątaklasistki. Kiedy weszła do dormitorium ujrzała duży pokój z wielkimi łóżkami z baldachimami. Łóżka były po lewej stronie. Między każdym znajdywało się okno z widokiem na błonia. Po drugiej strony była wielka łazienka z dwoma wannami i trzema przysznicami. Na ścianie na przeciwko drzwi był kominek, dużo mniejszy niż ten w Pokoju Wspólnym, ale również okazały. Dziewczyna obejrzała się i zobaczyła jeszcze 3 jej równieśniczki. Remus odłożył walizki przy ostatnim łóżku i teraz podszedł do słodko uśmiechniętej Rosie.
-Jestem Remus Lupin. Miło mi poznać kogoś tak obytego w świecie-to mówiąc pocałował dłoń "kogoś tak obytego w świecie". Rosie wymieniła z nim jeszcze parę uprzejmości po czym została sama z dziewczynami.
-Oni zawsze tak, czy mam się nie przyzwyczajać?-spytała z kolejnym uśmieche pt. "Baw się z nami, dziewczynami"
-Och, tylko on niestety. Remus to prawdziwy gentelmen. Godny brytyjskiej uprzejmości-odparła wysoka blondynka, która wcześniej przedstawiła mi się jako Tracy. Po ubraniu i mocnym makijażu poznała, że ona tutaj jest liderką. "Dostosuj się i nie wybiegaj przed szereg" usłyszala jeszcze w glowie ostrzeżnienie Judy, po czym wymazała je z pamięci. Nastał czas Rosalienne.
-To jest Lilly-wskazała na postawną dziewczynę z paroma piegami i burzą rudych włosów na glowie. Aha, pamiętam. Kujonka.
-Elisabeth. Jest z mugolskiej arystokracji-Musiałam ją przeoczyć w albumie. Była mała i drobna. Wielkie, brązowe oczy, nos lekko zadarty. Wydawała się pełna życia a takie osoby rzadko są nadęte. Pomachała radośnie łapką
-A to Katherine-brzydka, gruba, mysie włosy bez połysku. Cera do niczego. Po głosie Tracy było słychać, że lubiana nie jest. Prawdopodobnie występuje w roli ofiary, której robi się wredne kawaly. Skinęła jej głową i zastosowała uśmiech pt."Będę udawać, że cię lubię, bo to jest moje zadanie"
-Teraz jeszcze parę zasad jeśli chodzi o chłopaków. Potter to zmora Lilly, łobuziak, ale dobry facet. Remusa, ktorego już poznałaś, możesz sobie wziąć. Mnie i Lilly się nie podoba a Eli uważa go za...-Eli nie pozwoliła jej dokończyć, gdyż wykrzyknęła-WIELKIEGO NUDZIARZA!!!
-Dokładnie. Jednak pamiętaj jedną rzecz. Widzę po tobie, że ostra z ciebie zawodniczka. Długie, szczupłe nogi, wąska talia, duży biust. Te mega niebieskie oczy też są dużym atutem tak samo jak pełne usta i mały, zgrabny nosek. Ale pamiętaj. Możesz sobie wziąć kogo chcesz, ale od Syriusza trzymaj się z dala.
Rosie poznała w jej głosie cień groźby. Jasne, Blondyna i flirciarz. Flirciarz nawet tak bardzo jej nie przeszkadzał, w końcu sama była z tego samego gatunku. Jednak pochodzenie z tego gówna Blacków znięchęciło ją całkowicie do tego chłopaka.
-Jasne, chodzi o tego z czarnymi, długimi włosami, prawda? Na tym polu nie będę dla ciebie przeciwniczką. Nie mój typ.-Tracy słysząc to wyraźnie się rozluźniła. Podbiegła do Rosie i przytuliła się mocno. Mimo, że Rosie była w szpilkach, Tracy przewyższała ją o jakieś 3cm.
-Świetnie! A teraz popraw fryzurę, makijaż i chodźmy na dół, do reszty!
-Oh, ja się nie maluję, ale fryzurę poprawię-odparła dziewczyna i Tracy zrobiła wielkie oczy ze zdziwienia. Jendak szczęka jej opadła dopiero gdy Rosie zaprezentowała sposób czesania się. Pochyliła w dół, lekko przejechała palcami włosach po czym szybko wróciła do pozycji wyprostowanej. Przedziałek miała na boku, długa grzywka była lekko uniesiona, dzięki czemu nie zakrywała połowy twarzy. Na koniec delikatnie się uśmiechnęła i skinęła na koleżanki z klasy.
-To jak? Idziemy?
-Jasne!-Rosie pierwsza podeszła do drzwi i przepuściła resztę. Lilly, Elisabeth i Katherine zaszły jako pierwsze. Tracy czekala z uprzejmym uśmieszkiem na twarzy. Wydawało się, że zaraz znów przytuli Rosalienne, jednak gdy tylko dziewczyna zamknęła drzwi dormitorium ona...