Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział trzeci. "No chodź! No chodź!"
...gdy tylko zamknęłam drzwi do dormitorium, ona złapała mnie za nadgarstki i przygwoździła do ściany. Próbowałam się jej wyrwać, ale była odemnie silniejsza. Tak naprawdę, to trudno znaleść osobę, która by była słabsza niż ja. Nie potrafię tego wyjaśnić, bo jestem szybka, zwinna, mam świetną koordynację i podczas walki bronią białą jestem niepokonana. Jednak wtedy nagle muszę kogoś uderzyć i jedyna krzywda może spotkać mnie w formie uszkodzonych palców. Tak więc, poddałam się praktycznie odrazu, wiedząc, że nic nie wskuram. Tracy zmróżyła oczy w wąskie szparki i przyglądała mi się uważnie. Czułam, że nasza rozmowa jeszcze nie dobiegła końca, więc jedynym zaskoczeniem była dla mnie forma przekazu.
-Nie myśl sobie, że jestem głupia. Oby dwie jesteśmy inteligentne. Czuję to. Więc wiedz, że ja znam takie jak ty. Dobrze wiem, kim jesteś.-jej głos opływał jadem. Na chwilę moje serce przestało bić. Czy to możliwe? Skąd wie? Przecież nie zdradziłam się żadnym ruchem, gestem. Czy to możliwe, że moja misja dobiegła koca nim się na dobre zaczęła? Może Tracy również jest szpiegem i ma o nas jakieś informacje? Jeśli tak, to cała Organizacja jest zagrożona. Co jeśli...
-Jedeś łamaczką serc z najwyższej półki. Niby nic, niby tylko odgarniesz włosy, oprzesz się o stół, tak że pół biustu cie widać, delikatnie się uśmiechniesz i punkt zdobyty. Ja jednak wiem, kiedy ktoś stosuje takie chwyty. I jeśli zobaczę, że flirtujesz z Syriuszem... Zabiję cię.-nie mogłam się powstrzymać i odetchnęłam z ulgą. Więc to chodzi tylko o tego Blacka. Uśmiechnęłam się kącikiem ust. Jakby taki szlam miał mnie w ogóle interesować...
-Cóż, widzę, że świetnie się rozumiemy. I jestem przekonana, że będziemy dobrymi przyjaciółkami, Tracy. Niczego ci nie obiecuję, ale zapewniam jedno. Nie jestem zainteresowana Syriuszem. W całości zostawiam go tobie.-mówiąc to, uśmiechałam się lekko tryumfialnie. Śmieszne. Nawet gdybym przezwyciężyła wstręt do Blacków i zachciała wdać się w romans z Syriuszem, jej groźba była śmieszna. Zabić mnie. Zabawne...
-Tak.-odniosłam wrażenie, że Tracy uśmiechnęła się w ten sam sposób co ja-Też jestem przekonana, że będziemy NAJLEPSZYMI przyjaciółkami.
-Świetnie. Teraz zejdźmy na dół. Nie możemy pozwolić aby gryfoni zwlekali ze zaspokojeniem swojej ciekawości...
Schodziłyśmy po krętych schodach ramię w ramię. Było to uciążliwe i nie wygodne, ale jedna ni ufała drugiej i żadna z nas nie chciała iść z przodu. Zatrzymałam się na ostatnim schodku, na którym wciąż była niewidoczna z Pokoju Wspólnego. Tracy stanęła tuż obok mnie i wywróciła oczami, słysząc rozmowy dobiegające z "salonu". A brzmiały one mniejwięcej tak:
-Szybko! Siadajcie tak, żeby wszystko było naturalnie!
-Ty! Gówniaż! Odsuń się bo nie zobaczę jak schodzi!
-Ucisz się, bo jeszcze cię usłyszy idioto!
-A tak przy okazji, to niezła z niej dupa, nie?
Na to ostatnie uśmiechnęłam się delikatnie. Spojrzałyśmy po sobie z Tracy, ta pokręciła głową i z głębokim westcnięciem zeszła na dół.
-No chodź! Poznam cię ze wszystkimi!-krzyknęła super przyjacielskim głosem, jakby groźba śmierci nie została wypowiedziana z jej ust. Ja powoli, z gracją, stawiając nogę za nogą, zeszłam ze schodów i uśmiechnęłam się nieśmiało. W pokoju wszyscy zachowywali się na pozór zwyczajnie, ale każdy siedział w takim miejscu, by mieć na mnie dobry widok. Czułam się jak jakiś wyjątkowo interesujący towar na jarmarku. Jako atrakcja dzisiejszego wieczoru, postanowiłam przejść do konkretów. Zaczęłam powoli rozpinać prochowiec a ludzie patrzyli na mnie z wytrzeszczem. Nikt nie odezwał się nawet słowem. A ja rozpiełam ostatni guzik i teraz powoli rozwiązywałam pasek. Na koniec uraczyłam jednego z ładniejszych chłopaków pociąglym spojrzeniem, którego nie możnabyło odebrac nieprawidłowo. W końcu postanowiłam zakończyć tą wyrafinowaną zabawę i zdjęłam z siebie płaszcz. Teraz pokazałam się w pełnej okazałości*. Jeansy były tak krótkie, że ledwo okrywały tyłek a nogawki postrzępione. Jako, że były to biodrowki, przytrzymywały je (jeansy znaczy się, nie nogawki) stary, skórzany pasek najprostzego rodzaju. Na górze miałam rozpinaną koszulę w kratkę. Niby swyczajna, ale tak obciskła, że guzik na biuście musiałam rozpiąć, inaczej by nie wytrzymał. Spod koszuli wystawał biały top bez ramiączek, więc niebyło widać stanika przez rozpięty guzik. Powstrzymałam się przed kolejnym tryumfialnym uśmiechem. Rozejrzałam się po pokoju "zdezorientowana"
-Czy wszyscy właśnie patrzyli jak się robieram?-spytałam z delikatnym uśmiechem. Zerknęłam na Tracy, która również się uśmiechnęła
-Wygląda na to, że tak.
-Heh... Cóż, następnego razu nie będzie.-ze strony męskiej widowni rozległy się niezadowolone pomruki-Chyba, że ładnie poprosicie. Puściłam oko do jednego z szóstkoklasistów. Ten wyszczerzył zęby a jakiś kumpel uderzył go ramię. Już zaczynały mi się kończyć pomysły, gdy nagle uratowała mnie Tracy
-Wiem, że chcecie się przed nią popisać, ale proponuję zostawić wieczorek zapownawczy na później, bo jeśli się nie pośpieszymy, to ominie nas kolacja-mrugnęła do mnie a ja ją złapałam w pasie.
-Właśnie! Kto będzie tak uprzejmy i pokaże mi gdzie się znajduje Wielka Sala?-nagle przed nami pojawiło się mnóstwo chętnych chłopców w każdym wieku. Słodko się zaśmiałam i spojrzałam w stronę dziewczym z mojego dormitorium-Hey girls! Musimy się lepiej poznać. Może wy w takim razie pokażecie mi, gdzie teraz idziemy?
Eli podbiegła do nas z wielkim uśmiechem na twarzy. Złapała mnie za rękę i ciągnęła z pełnym eksytacji "No chodź! No chodź!" A ja nie miałam innego wyboru, tylko pójść za nią. Jako pierwsze opuściłyśmy dom Gryffindoru a za nami cała reszta. Ten pochód wyglądał zapewne dość zabawnie, wszyscy gryfoni, starsi chłopcy, piątoklasiści a na przedzie ja z Tracy z prawej strony a Elisabeth z lewej. Jednak cokolwiek bym nie robiła i w jakiej sytuacji bym się nie znajdowała, zawsze starałam wyglądać olśniewająco. Bo uroda to potężna broń...
*wybaczcie mi, proszę, ten błąd językowy. Chwilowe zamroczenie...