Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział piąty. "Myślę, że zbyt pochobnie oceniasz ludzi"
Hej Kochani! O kurczę! Nie sądziłam, że komuś na serio spodobają się moje próby stworzenia opowiadania! W każdym razie... Wow... Dziękuję! A co do osób, które byłyby zainteresowane informowaniem o kolejnych wpisach. Mogłabym prosić o podanie maila bądź adres bloga w księdze wpisów? Wtedy będę miała pewność do kogo się wzrócić się w pierwszej kolejności ^^^
Prezentuję więc kolejny rozdział! Postarałam się, żeby był nieco dłuższy, ze względu na duży odstęp czasowy i krótką notkę poprzednią.
Całuski!
-A tak przy okazji, Syriusz Black jestem-to mówiąc uśmiechnął się z zalotnym błyskiem w oku. Odwzajemniłam krzywo ten uśmiech. Spojrzałam na jego wyciągniętą dłoń a następnie przeniosłam wzrok na jego twarz. Patrzył na mnie wyczekująco, jednocześnie wyglądał na zaskoczonego takim obrotem spraw. Ja jednak nie zamierzałam podać ręki temu... komuś. Zbyt wielu moich przyjaciół zginęło z ręki Blacków, żeby teraz choćby patrzeć obojętnie. Podać rękę temu śmieciowi?Nigdy!
-Miło mi. Rosalienne Sordi-skinęłam mu głową najuprzejmiej jak było mnie stać.
-Więc jesteś z Norwegi, hę? Czemu przeprowadziłaś się do Anglii? Ah, no właśnie, i po co się odchudzasz?
Zacisnęłam piąstki pod stołem. Co za beszczelny! Dopiero mi się przedstawił i odrazu o wszystko wypytuje! Beszczelny i w dodatku ciekawski! Ugh... Black..
-Nie odchudzam się. Ja poprostu jem mało-siła spokoju spłynęła na mnie niczym jesienny deszcz. Cułam, że mogę już na niego spojrzać bez krzywienia się. Z nowymi siłami, kontynuowałam dalej-w dodatku jestem strasznie wybredna i żadko jestem głodna. Jest to moja naturalna dieta. O ile zrozumiesz o co chodzi-shit! Nie dogryzaj Rosie, nie dogryzaj!-I nie jestem z Norwegii. Już wam powiedziałam, że jestem Europejką, nie czuję się obywatelką jednego, konkretnego kraju...
-Serio? Gdzie się w takim razie urodziłaś?-Black zdawał się okazywać prawdziwe zainteresowanie.
-W Polsce...-na samą myśl o mojej ojczyźnie uśmiechnęłam się. Tam przeżyłam moje beztroskie dzieciństwo.
Mieszkałam w pięknej kamienicy w Sopocie na ulicy Armii Krajowej. Po drugiej stronie ulicy zaczynał się park krajobrazowy a do morza miałam 10 minut spacerkiem, przechodząc przez ulicę tylko raz. Jednak pierwszy poszłam sama do sklepu kiedy miałam niespełna trzy latka, więc od zawsze należałam do tych bardziej samodzielnych dzieci. Tak więc przejście ulicy nie było dla mnie żanym problemem. Przypomniałam sobie zabawy na huśtawkach i karuzelach na Jordanku. Gdy byłam tam ostatnio, park ten zamienił się w siedlisko żulów. Głos Blacka wyrwał mnie ze wspomnień
-Ślicznie wyglądasz kiedy się uśmiechasz, wiesz?-spytał retorycznie, puszczając do mnie oko.
-Oh, naprawdę? Jesteś słodki, ale z pochlebswem ci nie do twarzy-puściłam do niego oko w ten sam sposób po czym całkowiciego zignorowałam. Wdałam się w zażartą dyskusję w gronie dziewczyn na temat dość przyziemny. Mianowicie, który szampon jest lepszy do zniszczonych, przetłuszczonych włosów. Czy taki nawilżający i odbuduwujący włosy, ale przez to będą jeszcze bardziej tłuste, czy taki, który ustabilizuje skórę głowy, ale przez to włosy będą jeszcze bardziej zniszczone niż przedtem. W końcu rozwiązałyśmy problem, proponując użyć dwóch szamponów naraz. A później? Cała konserwacja potoczyła się tak płynnie, że nawet nie zauważyłam, że przysłuchuje się nam pół stołu, wpatrując się we mnie uważnie. Dostrzegłam to dopiero po tej chwili:
-Wtedy te warcaby, co wiózł pod siedzeniem, się w trabancie rozsypały!-nagle gryfoni, którzy byli w stanie usłyszeć moją opowieść oraz paru puchonów, ryknęło niepohamowanym śmiechem. Było to tak zaskajuące, że podskoczyłam na krześle. Tego się zupełnie nie spodziewałam. Jeszcze w żadnej szkole nie byłam aż takim interesującym zjawiskiem. Czyżby Anglicy mieli taką nudę, że starali się żyć czyimś życiem? Uczniowie zaśmiewali się w najlepsze, kiedy dyrektor wstał. Śmiechy i rozmowy powoli cichły, wzrok wszystkich był skierowany ku stołu nauczycielskiemu.
-Dziwne, bo zazwyczaj nie ogłasza niczego tak w ciągu tygodnia-Lilly nachyliła i szepnęła najciszej jak umiała.
-Więc to nie jest normalne?
Dziewczyna tylko pokręciła głową a we mnie zrodziły się złe przeczucia. Jeśli to nie jest normalne, to czemu akurat dzisiaj, kiedy ja...
-Moi drodzy uczniowie! Mam nadzieję, że kolacja wam smakowała jak zawsze! Muszę przyznać, że dzisiaj jest dość niecodzienna okazja, ponieważ w historii szkoły miało to miejsce zaledwie parę razy. Mianowicie, do naszej szkoły doszła nowa uczennica. I to w dodatku w trakcie roku!
Tego było za wiele. Natychmiastowo zanurkowałam pod stól.
-Nie ma mnie!-szepnęłam zduszonym głosem-Byłam zmęczona i położyłam się spać, uciekłam, utopiłam się w kiblu albo zeżarł mnie gumochłon! Cokolwiek! Skuliłam się tak, żeby z żadnej strony nie było mnie widać.
-Przyjechała z Norwegii, więc starajcie się jej pomóc jak tylko możecie! Rosalienne, gdzie jesteś?-byłam przekonana, że w tej chwili wodził wzrokiem po stole Gryffindoru.
-Nie ma mnie-powturzyłam jeszce raz cicho, ale na tyle, by siedzący najbliżej mnie to usłyszeli. I wtedy Tracy zrobiła mi coś, czego jej nie przebaczyłam jeszcze przez następne parę godzin.
-No! Rosie! Znalazłaś ten pierścionek czy nie?!-wrzasnęła nademną. Marzyłam w tej chwili, żeby ugryźć ją w nogę, alę po zastanowieniu stwierdziłam, że to nie najlepszy pomysł
-Wyłaź stamtąd, już go widzę!
Przeklnęłam szpetnie, stanowczo nie odpowiednio jak na młodą damę. Wygramoliłam się spod stołu i jeszce trochę jej pozłożeczyłam, ale na tyle cicho, by tylko ona mogła to usłyszeć. Poprawiłam fryzurę i spojrzałam na Dumbeldora.
-Tak panie dyrektorze, już się znalazłam. Właściwie to upuściłam pierścionek, ale jego też znalazłam-to mówiąc uniosłam w górę malutki pierścionek rozmiaru 2, który w pośpiechu zdjęłam z małego palca.
-Tak, cieszymy się twoim szczęściem, Rosaliene. Podejć tu proszę.
-Oh! Sądzę, że to nie jest konieczne.
-Jeśli jednak byś raczyła tu podejść..
-Nie dziękuję.
-W normalnych warukach uczniowie mogą się przyjżeć nowym osobom podczas Ceremoni Przydziału.
-To bardzo fajnie, jednak ja tej Ceremoni przechodzić nie muszę.
-Owszem, ale jeśli reszta ma ci pomóc, muszą wiedzieć jak wyglądasz.
-O pomoc nie prosiłam.
-Ale może cie się przydać.
-Wtedy poproszę.
-Nie daj się prosić Rosie i daj innym zaspokoić swoją ciekawość. Uczniowie z pozostałych domów również chcą ci się przyjżeć.
Westchnęłam ciężko. A co miałam innego do roboty. Jednak na swoim postawiłam i nie podeszłam do stołu nauczycielskiego. Zamiast tego wskoczyłam zgrabnie na stół gryfonów.
-Cześć Hogwardzie!-krzyknęłam wesoło i rozejrzałam się po sali. W myślach szybko wykonałam proste kalkulacje i wyszło mi, że na jeden rocznik powinno przypadać około 40 osób. Na to też wyglądało.
-Cholernie miło mi was poznać! Jeśli można to tak określć. No... I tak ogólnie nie wiem co mam teraz powiedzieć.-splotłam dłonie za pośladkami i lekko się wygięłam, przypominając zawstydzone dziecko.
-Fajna dupa!-krzyknął ktoś od strony stołu Ravenclawu. Spuściłam skromnie wzrok, wiercąc cieniutkim obcasem w stole.
-Dziękujemy panu, panie Jonhson za docenienie piękna natury. A teraz pozostaje mi tylko życzyć wam dobrej nocy! I Rosalienne, zejdź z łaski swojej ze stołu. Jest już wystarczająco wyszczerbiony przez ząb czasu. Nie męcz go jeszcze bardziej swoimi szpilkami.
Uczniowie tłumem pognali ku wyjściu z Sali. Ja tymczasem zamierzałam właśnie ostrożnie zejść najpierw na krzeslo a potem na bezpieczną posadzkę. Jednak na obcasach długości ok. 12 cm nie było to łatwe. Nie przesadziłabym, gdybym powiedziała, że te akrobacje mogły kosztować mnie życie. Nagle jednak z pomocą przyszedł nie kto inny jak.... Nie, nie Black. Spóźnił się o parę sekund, gdyż wyprzedził go Danny. Nawet sie spytał się czy pomóc, tylko z miejsca wziął mnie na ręce. I wyraźnie miał chęć zaniesienia mnie w tej sposób do samego Pokoju Wspólnego. Co było mi na rękę, bo w ten sposób byłam pewna, że uniknę rozmowy z czarną plamą Gryffindoru. Chodź z drugiej strony od jutra zaczyna się harówka na rzecz Organizacji, więc powinnam się przyzwyczaić do konwersacji z szumowinami.
-Nie radzę. Nie jestem najlżejszą osobą na świecie...
-Żartujesz? Jesteś tak lekka, że nawet się nie męczę! Czasem torba z książkami waży więcej niż ty!
-Wiesz, to mnie nie pociesza, bo jeśli same książki ważą tyle co ja, to wątpię żeby udało mi się udźwignąć własny ciężar.
-Jeśli tylko poprosisz będę niósł ciebie plus twoją torbę.
Za słodko. Kumam, że stara się być miły, ale bez przesady. Grzecznie podziękowałam i zapewniłam, że to nie będzie potrzebne. Położyłam delikatnie głowę na jego ramieniu i przymknęłam oczy.
-Zmęczona?
Na myśl przyszła mi odpowiedź "kurewsko" ale ponownie nie było to godne damy.
-Cholernie. Dwie noce nie przespane i sześciogodzinna podróż samochodem nie należą do odprężających czynności.
-Ale mogłaś się przespać w samochodzie! Poza tym, czemy nie spałaś od dwóch dni?
-Nooo.... Wpierw żegnałam się ze znajomymi z Norwegii. W końcu chyłkiem im uciekłam, bo tak nigdy by mnie nie puścili. Potem przygotowywalam się do wyjazdu. Poprzedniej nocy znajomi z Anglii zrobili wielką imprezę, więc też nie miałam czasu na sen. Tyle, że pożegnanie zostało urządzone u mnie w domu, więc oczywiście ja musiałam sprzątać kiedy inni kimali. A w południe wyjechaliśmy. Miałam zbyt dużo myśli, żeby spokojnie zasnąć.
-Heh..Kumam. Widzę, że ogólnie imprezowiczka z ciebie? Co byś powiedziała na spontaniczną....-Danny nie zdążył dokończyć, bo ktoś mu przerwał.
-No proszę. Kogo tu mamy...-odezwał się jakiś głos za nami- Czyżby to nasza nowa uczennica w ramionach Danny'ego? Danny, ładnie to tak podrywać dziewczę zaledwie parę chwil po przekroczeniu progu tej szkoły?
Przed nami stanął 17-latek z lekko kręconymi, kasztanowymi włosami do ramion. Miał bardzo regularne rysy twarzy, można powiedzieć, że wręcz nieco dziewczęce. Mimo to był bardzo przystojny. Czyżbym się myliła co do aparycji anglików? Póki co spotykałam tu głównie wyjątkowo ładnych chłopców w każdym wieku. Oczywiście nie miałam nic przeciwko temu! Ba! Byłam mile zaskoczona i coraz bardziej mi się tu podobało.
-Rosie, to jest William. Chodzimy razem do klasy. -po tonie jego głosu rozpoznałam, że nie przepadają za sobą. Wydawało mi się, że Danny przycisnął mnie jeszcze bardziej do siebie.
-Postaw mnie na ziemię, dobrze?
Chłopak zdawał się z tym ociągać.
-Słyszysz Danny? Ta panienka prosi, żebyś przestał ją obmacywać.
-Słyszę, nie musisz mi tego powtarzać.-to mówiąc, bardzo ostrożnie zestawił mnie spowrotem na nogi. Przyjżałam się jeszcze raz Williamowi. Jego delikatna uroda całkowicie nie wskazywała na styl ubioru. Mianowicie Will był typowym przykładem czystego grunge'owca. Stare, wyświechtane jeansy, rozciągnięty t-shirt i wypłowiała, flanelowa koszula. Dziwne, że wcześniej go nie zauważyłam. Dziś był piątek, więc większość uczniów miała jeszcze na sobie mundurki, a jego wygląd wyraźnie się odcinał od reszty.
-Cześć, jestem Rosalienne-uśmiechnęłam się do niego i wyciągnęłam rękę.
-Tak, słyszałem twoją dyskusję z dyrektorem.-ujął moją dłoń i pocałował. Ach, ta brytyjskie maniery-Nie każdy by się na to odważył. Większość, na przykład ten tu-kiwnął głową na Danney'go, nawet nie racząc nie niego spojrzeć-natychmiast podbiegłby jak piesek do swojego pana.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Chyba wziął mnie za niewłaściwą osobę.
-Jeśli myślisz, że jestem anarchistką i walczę z systemem czy coś tego typu. Poprostu robię to, co chcę.
-Właśnie! I o to chodzi! Inni robią nie to, co chcą, tylko to, co im się każe! Jak zaprogramowane roboty, bez własnej woli.
Wzięłam go za rękę i ruszyłam w stronę Pokoju Gryfonów. Niezadowolonego Danny'ego zostawiłam za nami i nie oglądałam się, czy ciągle tam stoi.
-A ja myślę, że zbyt pochobnie oceniasz ludzi... Jesteś uprzedzony, bo nie spotkałeś osób takich, jakich byś chciał spotkać. I tyle.
-I ty bronisz te zaprogramowane roboty?
-Jakie roboty?
-TE!-tu wskazał ręką na najbliżej znajdujących się gryfonów. Spojrzałam na niego unosząc jedną brew do góry.
-Ta. Jasne. Dalej sobie wmawiaj, że jesteś biedną ofiarą, jedyną czującą istotą wśród całego zaprogramowanego rodzaju ludzkiego.-prychnęłam i odwróciłam się do niego plecami. Stanęłam na palcach i wyciągnęłam się jak najwyżej, by znaleźć wśród tego tłumu moje koleżanki z dormitorium.
-Zawiodłem się na tobie. Myślałem, że jesteś inna...
Parsknęłam śmiechem.
-Mój drogi. Znasz mnie zaledwie parę minut. I po raz kolejny wyrobiłeś sobie o kimś opinię, nawet go bliżej nie poznając.
To mówiąc zniknęłam w tłumie. Odnalazłam dziewczyny i postanowiłam właśnie ich trzymać się do końca wieczora. Jednak zaraz po tym, jak wygodnie rozsiadłyśmy się w fotelach w Pokoju, gryfoni wyruszyli na nieznane lądy. Mianowicie, chcieli się ze mną zapoznać. Jasne. Właściwie powinnam się tego spodziewać, ale byłam tak zmęczona, że padałam z miejsca.
-Cześć. Jesteśmy w tej samej klasie, więc chyba powinniśmy się lepiej poznać...
-Potter, zrób nam przysługę, i odczep się. Rosie będzie miała dość czasu, żeby zapoznać się z takim idiotą jak ty.
-Oh... Lilly, proszę cię. Panie Potter, to dla mnie czysta poznać pana oraz pańskich przyjaciół.-uśmiechnęłam się delikatnie i skinęłam głową na Remusa i tego małego, grubego. Na Blacka patrzeć mi się nie chciało.
-Ha! Widzisz Lilly? Tak powinna zachowywać się dama.
Lilly mruknęła coś pod nosem i odwrócila się obrażona.
-Oh, panie Potter. Proszę mi wierzyć, że znam więcej przekleństw w pięciu językach, niż Lilly może sobie wyobrazić. Nie wspominając oczywiście o ich używaniu-puściłam do niego oko, pamiętając jednak, że Potter jest jakotako nietykalny.
-Zapewne. -uśmiechnął się łobuzersko i spojrzał na swoją świtę.-Syriusza już poznałaś dziś na kolacji. To jest Peter- uśmiechnęłam się słodko do Tego-małego-grubego a on tylko się zarumienił i zwiesił wzrok.
-A ten gentelman to Remus Lupin.
Lupin ukłonił się nisko z przyjaznym uśmiechem.
-My się już poznaliśmy, czyż nie?
-Serio? Kiedy?- Potter zdawał się naprawdę zdziwionym tym faktem
-Oh, pan Lupin był tak uprzejmy, że pomógł mi z moimi bagażami. Uważam, że to bardzo miłe z jego strony, tym bardziej, że nikt inny mi nie pomógł.- przez cały czas patrzyłam w oczy Remusowi, ze ślicznym uśmiechem na ustach. On wydawał się jednak zawstydzony takimi komplemetnami. Jej... Jak go nie lubić?
-No, ten... Sorki. A jeszcze, no to ja jestem James Potter a ten brzydal, co się tak zbereźnie uśmiecha, to nikt inny jak Syriusz Black. Którego zdążyłaś zresztą już zapoznać.
Uśmiechnęłam się szeroko na słowo "brzydal" po czym spojrzałam na Blacka. Kurde... Wysoki, z bardzo ładną sylwetką. Widać, że dużo ćwiczy w Quidicha. Czarne włosy, elegancko opadające na szerokie ramiona. I te niesamowicie szare oczy. Był naprawdę niesamowicie przystojny. Śliczny...
Nagle sobie zdałam sprawę z moich myśli. Co ja...?! Syriusz Black to kreatura człowieka! Nie cierpię go! Z całego serca! I wiem, że nigdy, przenigdy go nie polubię!!!
James... Brązowe włosy w nieładzie, zza szkieł wyglądały duże, piwne oczy. Trochę jeszcze dziecięca uroda. Black wyglądał na starszego niż jego przyjaciel James. Także bardzo przystojny był Remus. Jednak on wydawał się zmęczony. Zmęczony życiem. Blond włosy sięgające trochę za ucho wyglądały na przyprószone siwizną. Na młodzieńczej, przystojnej twarzy odmalowywały się pierwsze zmarszczki... Jak to możliwe? 15-latek? I Peter. Mały. Gruby. Brzydki. Wredny opis. Możliwe. Jednak prawdziwy i szczery.
-Rosalienne, nasza rozmowa chyba została przerwana podczas kolacji.
-Nie sądzę Black. Odpowiedzialam na twoje pytania. Chcesz wiedzieć coś więcej?
-Oh...- ten kretyn udawał oburzenie- Jak tak możesz? Czyżbyś miała dość naszej konwersacji?- TAK! pomyślalam, ale cóż. To było pytanie retoryczne.- Mi chodzi jedynie o to, że nie zdołałem w pełni się przedstawić...
-Nazywasz się Syriusz Black. Chodzimy razem do klasy. Coś jeszcze?- spytałam chłodno.
-Tak. Jest jedna rzecz...
To mówiąc zbliżył się do mnie na odległość zaledwie paru centymetrow. Czułam delikatny zapach męskiego mydła i jakby wody kolońskiej. Pachniał ładnie. Bardzo. Jego usta znalazły się niebezpiecznie blisko moich. Wtedy właśnie pocałował mnie...
Ah! Wybaczcie! Pomyliłam imię Remusa i Regulusa! Już poprawiłam oczywiście, ale gdybyście zauważyli jeszcze jakieś nieprawidłowości, to śmiało walcie!
Całuski!!! ;*
|| Inna ||
Fajny blog- nie ma coxD nie moge sie doczekac nastepnych rozdzialow;D
|| brak www || data: 24.09.2009
brak hosta || IP: 83.142.201.146
|| mysterious_girl ||
ja dzisiaj krotko podobalo mi sie;D mimo malych bledow i ja rowniez bardzo prosze o powadamianie co powiesz na moj numer gg:10728239 bo na e-maila rzadko zagladam dzieki z gory;*
|| brak www || data: 14.09.2009
acnl215.neoplus.adsl.tpnet.pl || IP: 83.10.165.215
|| erin. ||
I jeszcze jedno...! xd
Jestem trochę rozczarowana, bo w Twoim opowiadaniu nie występuje postać Dorcas Meadowes, którą ubóstwiam.. xd Zresztą oprócz Hunctwotów i Evansówny nie ma tu chyba żadnych prawdziwych (w sensie: wymyślonych przez panią Rowling) postaci z rocznika Lilki i Jamesa xd
W zamian dodałaś do historii kilka dziewczyn, z którymi Rosie dzieli sypialnię. Hm... Szczerze to nie lubię natłoku 'nowiutkich' postaci, ale to Twoje opowiadanie i ty tu rządzisz ^^ ; D
Pozdrawiam.
|| brak www || data: 14.09.2009
host84-38-84-111.tvkdiana.pl || IP: 84.38.84.111
|| erin. ||
Już pięć rozdziałów...xd Chyba często dodajesz.. ; P
W tekście znalazłam tym razem sporo błędów. Szczególnie stylistycznychh, ale nie mam za bardzo czasu wymieniać.. ^^ W każdym razie popracuj nad ortografią. Nie używaj też słów typu: wow, geez... itd. xd Sądzę, że przez takie określenia (tak zwany slang^^) opowiadanie traci na wartości. Nie mówię, żebyś całkiem z nich zrezygnowała, ale ogranicz ich ilość i używaj tylko w dialogach : P I nie zapominaj o opisach (nie mam tu na myśli tylko wyglądu). Moim skromnym zdaniem za bardzo skupiłaś się na głównej bohaterce...
A jeśli mowa o Rosie... xd
Szczerze mówiąc moje zdanie o niej zmieniło się po przeczytaniu nowych notekk xd Odniosłam wrażenie, że jest o wiele za pewna siebie... Nie lubię takich osób... Trochę skromności nikomu nie zaszkodzi ^^ No i na pewno jest strasznie powierzchowna. Nie podoba mi się to jak traktuje Blacka, chociaż z tego co piszesz ma powody ^^
Poinformuj mnie o nowej notce, jakbyś mogła ; P
Życzę powodzenia w dalszym pisaniu : P
Pozdrawiam.
|| brak www || data: 14.09.2009
host84-38-84-111.tvkdiana.pl || IP: 84.38.84.111
|| lizzy ||
Regulus? Remus, złotko, Regulus był bratem Syriusza :D
Tak ogólnie to nieźle - bohaterka, buntowniczka, co by o sobie nie mówiła.
I bardzo chciałabym być informowana o nowych notkach :)
|| brak www || data: 13.09.2009
lu-91-123-161-35.hypnet.pl || IP: 91.123.161.35