Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział szósty. Moja miłości! Drogi przyjacielu! Kocham Cię!
Hej, hej! Wpierw do Erin: Nie bój żaby! To jest pierwszy dzień naszej bohaterki w Hogwarcie. Wszystko się jeszcze rozkręci itp. itd. etc. Zaprzyjaźni się z Blackiem, a jej pewność siebie jest dość powierz... Basta! Więcej nie powiem ;p A nad Dorcas się zastanawiałam. Jednak szczerze mówiąc, dużo o niej nie wiem, nigdy nie interesowałam się tą postacią, więc nie chciałabym, żeby wyszła np. na zarozumiałą, gdyby była skromna. Jednak jestem przekonana, że polubisz moje wyimaginowane
piątoklasistki :) Lizzy! Zatrudnię Cię do sprawdzania błęów w moim blogu (ta wyżej wymieniona jest za brutalna, ale ciiii) W zapłacie będę poświęcała Ci specjalne dedykacje w co lepszych notkach, co ty na to? Buziaki!!! (jakaś nowość :D)
...i wtedy pocałował mnie w rękę. Natychmiast ją wyrwałam z jego uścisku i ze wstrętem wytarłam o spodenki.
-Co ty sobie wyobrażasz?!-wrzasnęłam wściekła.
-Oj, to tylko buziaczek w dłoń... Jednak jeśli oczekiwałaś czegoś więcej, wal śmiało. -uśmiechnął się bezczelnie szczerząc zęby.
-Jesteś obrzydliwy! Myślisz, że co? Pierwsza lepsza nowa, to uśmiechnę się dwa razy i wskoczy mi do łóżka?! Wiesz co?- tu zrobiłam dramatyczną pauzę-Chuj ci w dupę!- to mówiąc odwróciłam się na pięcie, zostawiając zaskoczonego Black za sobą. Wchodząc na schody jeszcze obejrzałam się i spojrzałam na niego z obrzydzeniem.
-I nigdy więcej mnie nie dotykaj, jasne?- i nie oczekując odpowiedzi, wbiegłam na górę i otworzyłam z impetem drzwi do dormitorium. Natychmiast poszłam umyć ręce, jednak ciągle czułam dotyk jego dłoni. Umyłam jeszcze raz, i jeszcze raz i pomogło na chwilę, ale wspomnienie było silniejsze. Do pokoju wbiegły zmartwione dziewczyny.
-Wszystko okay?
-Nie martw się, on tak zawsze.
-Uprzedzałam, że to kobieciarz!
-Tak na serio, to wiele dziewczyn chciałoby zostać pocałowane chociaż w rękę przez Blacka...
-Ale dobrze, że mu dogadałaś!
-Od zawsze wiedziałam, że ten typ tak ma.
-... -spojrzałam na nie, wiedząc, że oczekują odemnie jakiejś sensownej reakcji.
-Nie będzie wam przeszkadzać, jak trochę sobię poprzeklinam?-spytałam niewinnym głosikiem. Lilly wzruszyła ramionami a Tracy machnęła na to ręką. Kathy wydawało się to nie obchodzić i jedynie Lizzy była tym jakby podekscytowana. Tak więc zaczęłam opisywać Blacka najbardziej siarczystymi epitetami jakie przychodziły mi do głowy w każdym języku jaki znałam. Jednakże nie były one godne młodej damy, więc nie przytoczę ich tutaj. W końcu, kiedy zrobiło mi się trochę lepiej, żuciłam się na łóżko ze zmęczenia. Oprócz Eli wszystkie dziewczyny już poszły się wykąpać.
-Łaaaa... -Liz zacmokała z podziwem.
-???- spojrzałam na nią zdezorientowana nagłym westchnięciem koleżanki.
-Nauczysz mnie tego wszystkiego?
-Przeklinania?- spytałam, ciągle nie będąc pewna, czy to nie jest aby żart. Ona jednak tak gorliwie pokiwała głową, że uśmiechnęłam się rozbawiona.
-Jasne. Tylko pod jednym warunkiem. Nie mów kto był twoim nauczycielem.
Liz pisnęła radośnie i zakryła głowę poduszką, wierzgając przy tym nogami. Patrzyłam na nią z uśmiechem. Była naprawdę słodka.
Gdy cała reszta już przysypiała, bądź szykowała się do snu, ja przeglądałam podręczniki. Zielarstwo. Luz blues! We francji był dość duży nacisk na takie przedmioty. Eliksiry. O, to lubię. We Włoszech nauczycielka od eliksirów zaszczepiła we mnie zaintersowanie tym przedmiotem. Runy. Runy?! W Norwegii na większości lekcji posługiwaliśmy się wyłącznie runami! Transmutacja. Przkartkowałam podręcznik. Nie mój poziom... Bardzo nie mój. Obrona przed czarną magią. Heh, pomyślałam, że jeśli nauczę się czegoś nowego tutaj, to obiecuję, że przebiegnę się w czerwonej bieliźnie po całej szkole. Opieka nad magiczymi zwierzętami. Nudy. Mugoloznastwo. Nie uznaję tego przedmiotu. Jest rasistowski. Numerologia... Ajć! Po za tym wszystko było na dużo niższym poziomie niż w ostatniej szkole. A i tam nie miałam nic do roboty.
Od kiedy moje moce się uaktywniły, byłam zawsze szkolona przez Organizacje. Chodowana. Chodowana na bezlitosną broń... Zauważyłam, że moje Gryfonki już śpią, więc sama też przygotowałam się szybko do snu. Wygrzebałam z walizki moją ulubioną piżamę składająca się z wielkiego, wypłowiałego t-shirtu i bielizny. Gdy mokra wyszłam z łazienki spojrzałam na księżyc, który w tej chwili się powiększał. Uśmiechnęłam się delikatnie, po czym wskoczyłam do łóżka. Było takie ciepłe i miłe w porównaniu z zimną, kamienną podłogą, po której przed chwilą stąpałam. Zwinęłam się do pozycji embrionalnej. Miałam nadzieje, że przytulność pościeli i moje zmęczenie pozwolą mi szybko zapaść w sen. Jak zwykle łudziłam się na próżno. Sen nie chciał nadejść jeszcze przez parę, długich i ciężkich godzin. Jednak gdy w końcu zanurzyłam się w nieświadomości, dręczył mnie krzyk. Wrzask przepełniony bólem.
Czyj?
Mój.
-O co jej mogło chodzić, do cholery?!
-Może nie lubi, jak ktoś ją obmacuje?
-Obmacuje? Przecież ja tylko chciałem być grzeczny! Dziewczyny lubią pocałunek w rękę!
-Już nie oszukuj, że niby chciałeś być miły. Miałeś wobec niej zamiary, one je odgadła i nie spodobały jej się. Widzisz Syriuszu, nie wszystkie na ciebie lecą.
-Widzisz Luniaczku, jednak to ja mam lasek na pęczki, a nie ty! Ha ha!
-Syriusz, zamknij się z łaski swojej. Chcę spać.
-Ciebie ona nie interesuje, Rogacz?
-Ah... Ja mam moją śliczną, zielonooką małpę...- Potter westchnął głęboko, po czym zgasił światło. Za jego przykładem poszła reszta huncwotów. Była głęboka noc, kiedy jako ostatni opuścili Pokój Wspólny. Syriusz wpatrywał się w baldachim, zakładając ręce za głowę. O co jej chodziło? Przewrócił się na bok i rozchylił zasłony. Księżyc rósł. Na twarzy chłopaka zagościł szatański uśmiech. Będzie zabawa! Spojrzał na łóżko przyjaciela, które było pierwsze od drzwi. Idiota. I on myślał kiedś, że odwrócimy się od niego z tak błahego powodu. Syriusz pokręcił jeszcze głową, nie rozumiejąc takiej głupoty. Wtulił się w poduszkę i zasnął z szerokim uśmiechem na twarzy. Śnił o czymś dobrym.
O czym?
O sobie.
Obudziłam się na chwilę przed świtem. Otworzyłam okno i wychyliłam się przez parapet najdalej jak mogłam. Cóż za piękny dzień. Uśmiechnęłam się szczęśliwa, patrząc na delikatną poświatę na jeziorze. Natychmiast przebrałam się w sportowe shorty i bluzę. Wygrzebałam trampki i wybiegłam na błonia. Zimna rosa moczyła buty. Delikatny wiatr niósł chłód poranka. Słońce właśnie wychylało się zza gór. Ukłoniłam się nisko, oddając Mu cześć.
-Witam Panie. Piękny dziś mamy dzień, nieprawdaż? -spytałam się Go jak głupia, nie oczekjąc jednak odpowiedzi. Ja to tylko pyłek wśród ogółu ludzkości przez laty. Słońce widziało powstania i upadki. Narodziny i śmierć. Ból i radość. Cierpienie i śmiech. Wszytko, co kiedykolwiek było i jest, bądź zniknęło na wieki. Takie właśnie myśli nachodziły mnie podczas biegu wzdłuż brzegu brzegu. W połowie drogi zawróciłam i stanęłam tam, gdzie biłam pokłon Słońcu. Zaśmiałam się głośno. I jeszcze raz. I jeszcze! Bardziej! Głośniej! Kręciłam się w kółko i śmiałam. O poranku szklanka zawsze jest w połowie pełna. Upadłam na trawę i przeturlałam się po niej. Rosa zmoczyła mi ubranie i włosy. Byłam cała w zielonych plamach. Zimna, mokra i szczęśliwa wróciłam do zamku. W dormitorium jedyna Eli powoli się budziła, jednak nie miała zamiaru zwalić się z łóżka i ruszyć do łazienki. Ja wykorzystałam ten fakt i cieszylam się całą tylko dla siebie.
Gdy czysta i pachnąca wyszłam owinięta tylko w ręcznik, nikt już nie spał. Dziewczyny starannie dobierały swój strój na ten dzień, ścieliły łóżko, bądź zbierały swoje bibeloty rozrzucone po podłodze poprzedniego dnia.
-Kobieto...- Lilly mruknęła posępnie i spojrzała na mnie wciąż zaspana-o której wstajesz? Lizzy, która zawsze jest pierwsza na nogach mówiła, że dopiero przewracała się na drugi bok, kiedy ty wróciłaś.
-Prawda!- potwierdziła sama zainteresowana, usiłująca wydobyć jakiś przedmiot spod łóżka.
-Nawet nie wiem- wzruszyłam lekceważąco ramionami i zanużyłam się w walizce w poszukiwaniu żarówiasto-zielonych skinny jeans. Gdy w końcu po wielu podejściach udało mi się je znaleść w tym bałaganie, nastał czas poszukiwań czarnej, obcisłej bluzki z długim rękawem. Tym razem nie miałam problemu, bo wszystkie moje ubrania znajdowały się na podłodze w promieniu dwóch metrów. Cała jadnak czynność szukania i ubierania się zajęła mi tak wiele czasu, że ani się spostrzegłam a dziewczyny już wychodziły na śniadanie.
-Trafisz, czy poczekać na ciebie?
Zapewniłam, że wiem jak dojść, a w razie czego, zapytam kogoś. Gdy wyszły, wstałam i rozejrzałam się po bałaganie, jaki zrobiłam. Westchnęłam głęboko, gdyż będąc osobą dość leniwą, nie miałam ochoty na układanie tego. Jednak z drugiej strony moja pedantyczna natura nie dawała mi zostawić tego tak, jak jest. Skrzywiłam się niezadowolona i zabrałam się za zbieranie ubrań. Uwinęłam się z tym dość szybko i natychmast zbiegłam na śniadanie. Podziękowałam wszystkim czynnikom, które wpłynęły na moją świetną pamięć wzrokową i już po chwili znalazłam się w Wielkiej Sali. Stanęłam w wejściu i rozkoszowałam się zapachem tostów, kawy i dżemu. Uśmiechnęłam się i już miałam ruszyć w stronę stołu Gryffindoru, gdy ktoś mnie zaczepił. Była to wysoka, postawna dziewczyna o całkowicie czarnych oczach.
-Ty jesteś ta nowa?- spytała dość bezpośrednio.
-Tak... O co chodzi?
-Czemu masz na sobie kolory Slitherinu?- wydawała się wyraźnie nie zadowolona z tego faktu. Już wcześniej poinformowali mnie w Organizacji czym różnią się poszczególne domy. Początkowo miałam trafić do ślizgonów, ale góra uznała to zbyt niebezpieczne. Bo kiedy mieszka się z wężami trzeba ciągle trzymać gardę. Poza tym połączyliby łapania śmierciożerców z moimi chwilowymi zniknięcami, których będzie sporo. Przyjrzałam się dziewczynie uważnie, próbując wydedukować z którego jest domu.
-A coś w tym złego?
-Gryfoni raczej nie łączą tych kolorów. Za bardzo się wzajemnie nie lubią.- wzruszyła ramionami, dając znać, że nie jest ani z domu węża ani lwa.
-Cóż, dobrze wiedzieć. Dzięki. A mogę wiedzieć, skąd ty jesteś?
Dziewczyna uśmiechnęła się trochę i wyciągnęła rękę w moją stronę.
-Mary McFerry, puchonka. Ścigająca i liderka drużyny Huffelpuffu.- uścisnęłam jej dłoń i myślałam, że połamie mi wszystkie kości. Okazała się jednak niesamowicie miłą osobą. Zapoznała mnie z resztą drużyny oraz z koleżankami z 6 klasy. W końcu, strasznie głodna, usiadłam do mojego stołu. Wcisnęłam się między Tracy i Lizz, które już kończyły swoje śniadania. Zrobiłam sobie małą miseczkę śniadków płataniowych i wsłuchałam się w wiadomosci z Proroka Codziennego, którego na głos odczytywała Lilly.
-"Ministerstwo Magii prowadzi dochodzenie w sprawie morderstwa dwóch urzędników. Oboje to wysoko urodzeni czystokrwiści czarodzieje. Z powodu trwania śledztwa dane zmarłych nie zostały podane do wiadomości publicznej. Mówi się jednak, że oboje zajmowali wysokiej rangi stanowiska." Straszne! Myślicie, że do sprawka same-wiecie-kogo?- spytała, patrząc na nas niepewnie.
-Kto wie? On jest potworem. Można wszystkiego się spodziewać...- Kathy zerknęła na nią znad wielkiej kanapki, którą pałaszowała.
-Daj spokój!- spojrzałam na nie ze zdziwieniem. Przecież to było takie proste!- Jest napisane jak byk, że byli czystej krwi! Ten drań nie zabija swoich. Jeśli dobrowolnie z nim nie współpracują, zmusza ich. To zapewne sprawka aurorów, którzy zabili ich dość niehumanitarnie więc teraz to tuszują. Zakład, że to ostatnia notka o tym zdarzeniu? Wkrótce pojawią się ciekawsze zbrodnie do opisania. -"zabici niehumanitarnie", hę? Z tego co pamiętam, George miał niezłą zabawę z tymi dwoma.
-A skąd to wiesz? -Tracy zawiesiła na mnie badawczy wzrok. Wzruszyłam ramionami.
-Żyjemy w takich czasach, że powinniśmy się tym interesować.
Lilly coś chciała dopowiedzieć, ale wśród uczniów zapanowało poruszenie. Głównie damska część wpatrywała się w wejście do Sali. A tam stał, nie inni, jak nasz ukochany boysband. Skrzywiłam się niezadowolna, że będę musiała znów znosić obecność Blacka. Ten puścił oko w kierunku jakiś rozwrzeszczanych dziewczynek. Jedna z nich zemdlała a reszta zaczęła się przekrzykiwać i popychać, do której owo mrugnięcie było zaadresowane. Westchnęłam ciężko i spojrzałam na dziewczyny. Prócz Tracy, wszystkie zdawały się ignorować fakt, że szkolne bożyszcze właśnie wkroczyły w kolejny hogwarcki dzień.
-Syriusz! Tu jest miejsce dla ciebie!- Tracy stanęła na krześle i machała rękoma, żeby zakomunikować gdzie jesteśmy.
"O Buddo, Szatanie, Odynie, Jahwe, Shiva i inne myszy! Oby jej nie zauważył!" Cóż, możliwe, że moje modlitwy zostały wysłuchane. Jednak to Potter nas odnalazł.
-Oh! Lilly! Jak się masz? Dobrze spałaś, Słonko?- James wcisnął się tuż obok niej, na co zareagowała niezadowolonym prychnięciem. Dalej siadł Peter, Black wepchnął się między mnie a Tracy, obejmując ramieniem tą drugą. Z mojej prawej natomiast siadł Remus. Zaczęliśmy rozmawiać o szkole i o tym, jak mi się tu podoba. Był tak grzeczny i sympatyczny!
-Co? Byłaś w trzech innych szkołach magicznych?
-Ehem. Wpierw Italia, potem Francja przez dwa lata i w końcu rok w Norwegii. Mam mnóstwo znajomych w każdym z tych krajów. No i oczywiście Polska, ale tam chodziłam do zywkłej szkoły... Ale tamtejsi przyjaciele to podwórkowa paczka. Wiesz, dorastaliśmy razem- uśmiechnęłam się do swoich myśli i pozdrowiłam wszystkich bliskich, życząc im dobrego dnia.
-W jakim języku mówiłaś w tych szkołach?- Remus zdawał się być naprawdę zainteresowany tym tematem. Dziwne. Jakby kogoś miało interesować moje życie.
-W narodowych. A jakże by inaczej? Przecież Włosi nie będą mówili po polsku a Francusi po angielsku!- pomyślałam o Irene, która wymyśliła własną nazwę na komputer, żeby nie używać angielskiego. Ach, ta odwieczna wojna...
-I nauczyłaś się ich wszystkich bez problemów?! Przecież to pięć języków!
-Cztery. Polski znam od urodzenia.
Wtedy chłopak uśmiechnął się tajemniczo i totalnie mnie zaskoczył.
-Tu dice in tutti quelle lingue fluentemente?- otworzyłam buzię ze zdziwienia. Dotknęłam palcem jego ramienia ze szczerym zaskoczeniem na twarzy.
-Tu parli italiano?!
-Poco...
-Ah! Mio amore! Caro amico! Ti amo!- rzuciłam mu się na szyję i ucałowałam w policzki. Tym samym przyciągnęłam uwagę reszty współtowarzyszy.
-Rosie! Skąd u ciebie ten nagły wyraz czułości wobec Remusa?- Kathy patrzyła zdziwiona, przeżuwając powoli kolejną porcję jedzenia. Spojrzenia reszty wskazywały na to, że również są zaciekawieni mioimi czułościami. Sam Remmie wydawał się trochę zarumienić.
-On mówi po włosku!- wstałam i wymachiwałam rękoma, żywo gestykulując- Bo gadaliśmy o językach, a potem spytał się mnie po włosku, czy mówię płynnie po francusku czy norwesku et cetera! I kumacie to! On mówi po włosku!- pisnęłam szczęśliwa i znów przytuliłam się do biednego, już wymiętoszonego Remusa.
-Oh! Mój ukochany, najdroższy przyjacielu!- teraz naprawdę zrobił się czerwony, ale starał się zachować spokój.
-No, już Rosalienne. Chyba wystarczy tych czułości...- delikatnie odepchnął mnie ręką i posadził z powrotem na miejscu. Ja jednak byłam tak szczęśliwa, że musiałam chociaż przytulić się do jego ramienia.
-Kurcze, Lunio! Jeśli włoskim tak łatwo wyrwać laskę, to ja chyba też się trochę poduczę!- Black, do tej pory obściskujący się z Tracy, teraz odwrócił się w naszą stronę.- Ross.... Może udzieliłabyś mi paru lekcji języka?
-Zgiń przepadnij.
-Obiecuję, że będę delikatny! Naprawdę!
-Jeszcze centymetr bliżej a moją pacyfistyczną naturę diabli wezmą.- gestem pokazałam mu, żeby się odwrócił. On jednak najwyraźniej nie miał takiego zamiaru. Wtedy uratował mnie nie kto inny jak...
|| harrypotter-zmienmyprzyszlosc ||
Hejka. Muszę przyznać, że na twój blog trafiłam przypadkowo, ale już tutaj zostanę. twoje opowiadanie jest super, naprawdę pulubiłam twoją bohaterkę a wiem jaka to radość jak się spotka kogoś z kim można się najswobodniej dogadać. Proszę, pisz dalej bo nie moge się doczekać na to, co będzie dalej.
Korzystając z okzaji chciałabym cię zaprosić na mój blog i skomentowanie mojego opowiadania. nie jest tak dobre jak twoje i pewnie nieco dziecinne (mam 10 lat), ale starałam się jak mogłam.
|| Fushigi ||
Zapraszam na rozdział na naginajac-wiecznosc. ^^
A tutaj wa najbliższym czasie zamierzam wpaść i poczytać. Szykuj się! xD
|| brak www || data: 02.10.2009
nat-212-244-115-35.rtk.net.pl || IP: 212.244.115.35
|| lizzy ||
No wiesz, sama tego chcesz, ale ja chętnie :d Przygotuj się w takim razie xd :
pierwsze to to, że tak bardzo się wściekła - dziewczyno, wrzuć na luz, faceci to świnie, ale trzeba im dać szansę ;)
"dotyk jego dłoni" - myślałam, że bardziej będzie czuła dotyk jego warg :D
"rasistowski" - czemu? nie rozumiem kompletnie :D
"morka wyszłam z łazienki spojrzałam" - brakuje przecinka przed "spojrzałam"
"przedchwilą stąpałam" - zjedzona spacja ;p
"dadzą mi szybko zapaść w sen" - bardziej bym powiedziała, że pozwolą
"jak ktoś ją obacuje" - zgubiona literka
"szerokim uśmiechem za twarzy" - na ;)
"Śniąc o czymś dobrym" - to zdanie pasowałoby, gdybyś poprzednie zakończyła podobnie (używając śniąc), w tym przypadku lepiej jest użyć "śnił"
"przez parapet najbardziej jak mogłam" - raz, nie ma przecinka przed jak, dwa "najdalej" ;]
"zostawić tego jak jest" - to samo, przecinek przed jak no i szyk zdania: zostawić tego tak, jak jest/w takim stanie, w jakim jest
"Przyjżałam się dziewczynie" - to ż aż razi :d
"W końcu strasznie głodna usiadłam" - w końcu, strasznie głodna, usiadłam
"zrobiłam sobie małą miseczkę" - rozumiem, że chodziło o płatki, ale ten czasownik wskazuje, że zrobiłaś miseczkę (lepiej użyć np. przygotowałam)
zemdlała - nie przesadziła troszkę? ;p wiesz, w końcu black to nie beatlesi :D
"Dobrze spałaś słonko?" - lepiej "Dobrze spałaś, Słonko?"
"chodziłam do zywkłej" - literówka
"Wiesz doratasliśmy razem" - literówka
to tyle, ale nie zrażaj się! ja też popełniam błędy i to całkiem sporo ich popełniam
ogólnie bardzo fajnie ;)
|| brak www || data: 01.10.2009
lu-91-123-161-35.hypnet.pl || IP: 91.123.161.35
|| erin. ||
Podobało mi się,a jakże inaczej! ^^
Rosie pokazała się nam trochę od innej strony ; pp.
Ale oczywiście błędy są. xd
Po pierwsze! Nie pisz 'wpierw' xd A raczej 'najpierw' ; pp
A 'żuciłam się' pisze się przez rz dziewczyno! ^^
I chyba tyle.. xd Pisz dalej i informuj ; pp
No i zapraszam cię na mojego nowego bloga. Linka ci zostawiamm ; pp
pozdrawiam.
|| brak www || data: 01.10.2009
host84-38-91-98.tvkdiana.pl || IP: 84.38.91.98
|| Inna ||
Ha, pierwsza;D
No, po prostu super notka, tylko szkoda, ze taka krotka...:(
Mam nadzieje, że następna będzie dłuższa, bo co do jakości to nie mam żadnych zastrzeżeń...;)
|| brak www || data: 01.10.2009
brak hosta || IP: 83.142.201.146